poniedziałek, 28 lutego 2011

11. Inicjacja


[Kontynuacja części 10]

Dorota przeżyła znów boleśnie kończącą się przygodę, ale to nie złamało jej wytrwałego ducha. Przeżyła dziki seks ze swoim ukochanym i czuła się dowartościowana. Na jednym z kolejnych spotkań opowiedziała mu nawet z pewną dumą o swojej bolesnej przygodzie z kelnerem, a Alan zrozumiał, że jego dziewczyna jest gotowa na kolejny etap wspólnej przygody.
- Doroto, czy jesteś gotowa zrobić dla mnie wszystko? – spytał za którymś razem
Piękne oczy dziewczyny powiększyły się nieco, a serce zaczęło jej grać marsza
            - no tak… ale co masz, Panie, na myśli?
            - jesteś już bardzo zahartowana w bólu oraz poniżeniu. Czas, byś awansowała… - Alan był tajemniczy
            - awansowała – powtórzyła bezwiednie – co to oznacza?
            - zobaczysz… chodzi o to, byś zrozumiała, że to, co razem do tej pory wyczyniałaś było rodzajem zabawy i raczej przekomarzania się niż byciem prawdziwą suką… To tak, jak ukończenie szkolenia żołnierskiego z etapu kadeckiego na etap wojownika Kamikadze.
Dorota zrobiła się naraz czerwona na twarzy. Poczuła, że jest gotowa, że chce brnąć w to dalej, mając ufność, że Alan ją kocha i nie da jej skrzywdzić.
            - jestem gotowa… myślę, że tak… Jeśli tylko Kamikadze nie oznacza groźby dla życia
            - nic takiego ci nie grozi, podobnie jak nie grozi ci trwałe okaleczenie – upewnił ją Alan – jednak nic więcej nie mogę ci obiecać. Będąc suką musisz się godzić na wszystko, co ci każę
Dorota nic nie mówiła. Skinęła tylko głową i słuchała rozkazu. Miała przybyć do znajomego Alana, gdzie on, Alan oraz jeszcze kilka osób będą czekać na dokonanie czegoś w rodzaju chrztu bojowego Doroty.
            - czy mam się ubrać seksownie? – spytała tylko
            - zrozum, to już nie będzie zabawa. Suka nosi tylko obrożę. W co się ubierzesz na czas dojazdu do nas nie ma znaczenia.
Dorota miała poważną minę. Czuła, że rzeczywiście to nie będą żarty.

Nazajutrz Dorota, ubrana w sweter i spodnie, znalazła się pod drzwiami mieszkania w jednym z odleglejszych bloków w jej dzielnicy. Serce jej waliło od rana, a teraz czuła się bardzo podniecona. Przed wyjściem wzięła prysznic, wydepilowała nogi i łono, wyperfumowała się, ale lekko i założyła stringi, bo mimo wszystko chciała sprawić pożądliwe wrażenie.
            Po zadzwonieniu dzwonka w drzwiach pojawił się wysoki kolega, którego znała już z jednej z zabaw, w które wplątał ją Alan. Konkretnie kazał jej całować się z nim w parku. Teraz zdawał się jej nie pamiętać. Zaprosił ją do środka. We wnętrzu ujrzała grupkę czterech mężczyzn (w tym i Alana) siedzących na kanapie w zupełnie przeciętnie wyglądającym salonie.
            - widzę, że jesteś gotowa – rzekł Alan – ściągaj z siebie ubrania, tutaj przy nas…
Dorota powoli, w podnieceniu, zaczęła zdejmować sweter, podkoszulkę, spodnie. Lampa salonu oświetlała teraz żółtym intensywnym światłem gładką skórę jej rąk i nóg oraz brzucha. Dziewczyna zauważyła brak pożądliwości w oczach świadków. Była trochę speszona, ale zaraz pomyślała, że to profesjonaliści i nie spotkali się tu z nią, by podniecać się striptizem. Po chwili więc ściągnęła swój stanik, a uwolniony, dość spory biust pofalował lekko. Zaraz też stringi opadły na resztę ubrań, a Dorota została jedynie w szpilkach. Kolega – gospodarz wręczył jej skórzany pasek nabijany ćwiekami na całej swej długości. Był to rodzaj paska z zamknięciem na szlufki. Dorota obejrzała go z wypiekami na twarzy
            - to jest obroża, jesteś początkująca, więc tłumaczę – rzekł gospodarz – a teraz unieś włosy do góry.
Na to Dorota bez słowa chwyciła kitę swych ciemnych włosów w prawą dłoń ku górze, odsłaniając swą zgrabną szyję. Gospodarz teraz założył jej obrożę i zacisnął ją dość mocno, ale tak, by się nie dusiła.
- może jeszcze załóż jej ten łańcuch na biodra - zaproponował Alan wskazując na wiszący na ścianie pas. Składał się z metalowych oczek splecionych ze sobą i przypominał łańcuch. Kolega Alana chwilę później już zawieszał go na jej biodrach, trochę powyżej kusząco się prezentującego, wygolonego wzgórka łonowego. Oprócz obroży zostały zapięte podobne paski na jej nadgarstkach i kostkach. Była gotowa na rozpoczęcie wieczoru…


- zaczniemy od zrobienia suce porządnego lania – zawyrokował jeden z mężczyzn
- dobry pomysł, chodź suczko do pokoju obok – gospodarz zaprosił Dorotę do sypialni, przylegającej do salonu. Dorota posłusznie tam powędrowała, a z nią całe towarzystwo. Alan w pewnym momencie zauważył:
- zdejmijcie jej ten pasek, będzie przeszkadzał…
- świetny pomysł – przyznał ktoś – tyłeczek musi być całkowicie odsłonięty
Po zdjęciu paska kazano Dorocie położyć się na łóżku, na brzuchu tak, że nogi zwisał jej lekko z krawędzi materaca
- jesteś już zaprawiona w laniu? Nie boisz się bólu? – spytał gospodarz
Dorota spojrzała na niego trochę przytępionym ze strachu wzrokiem, ale w odpowiedzi wyręczył ją Alan: „Ona wszystko zniesie”. Wcale to Doroty nie pocieszyło, jednak mimo to odważnie ułożyła się na łóżku. Po chwili usłyszała, jak ze spodni jednego z mężczyzn został wysunięty pasek. Nie spoglądała do tyłu, ale cała podniecona oczekiwała tortur.
            Ku jej zdziwieniu za chwilę ponownie usłyszała szelest wysuwanego paska, a potem poczuła chłód na swej pupie. To jednak nie był pasek – poczuła czyjeś ręce, które rozmasowywały na jej pupie zimną wodę. Ciarki przeszły jej po nogach, co z pewnością było widoczne dla wszystkich, gdyż jej ciało dobrze oświetlała lampa.
- teraz mamy pewność, że poczujesz lanie… - ktoś rzekł
Niedługo potem pierwszy, ciężki cios skórzanego paska spadł na jej gładką skórę. Dorota przełknęła szybko ślinę, czując ostry ból na nawilżonej pupie. Zachowała milczenie. Zaraz jednak kolejny cios zmusił ją do syknięcia.
- suczka już piszczy? – zapytał ktoś ze zdziwieniem – to może teraz przyspieszymy?
Natychmiast spadł na Dorotę trzeci cios, a za nim bardzo szybko czwarty, a potem po chwili piąty. Każdy kolejny na przeciwległy pośladek.
- Auuu! – Auuu! – Auuu! – skowytała teraz, zrozumiawszy, że klapsy są serwowane dwoma paskami przez dwóch oprawców
- Auuu! – Auuu! – Auuu! – krzyki jej były ciche, ale gwałtowne. Dorota nie chciała jednak wyjść na tchórza, więc nie błagała o przestanie, tylko mężnie czekała na koniec ćwiczenia.


- Świiist! Świiiiiist! Świiiiist! – kolejne razy znosiła z godnością, ale niemniej nie przestawała piszczeć. Po około trzydziestu – czterdziestu razach nastąpiła pauza. Dorota czuła, że chyba już nie usiądzie na obolałej pupie, ale poczuła dziką radość, że wytrzymała bez skomlenia o litość. Taka ją radość ogarnęła, że postanowiła jakoś to wyrazić.
- teraz chyba nieźle dostałaś, masz jakieś życzenia? – spytał gospodarz
- a teraz może lanie w brzuszek? – harda odpowiedź dziewczyny wprawiła oprawców w lekkie zmieszanie, ale na ich twarzach pojawiły się zaraz uśmieszki
- o nie! – przejął inicjatywę jeden z nich – najpierw pobawimy się z nóżkami!
- klękaj, suczko – rzekł z uśmiechem gospodarz – ale na siedząco!
Dorotę lekko przeraziła perspektywa siadania na pośladkach zlanych na kwaśne jabłko. Podniosła się jednak z godnością i z udawanym uśmiechem uklękła na tapczanie, który wskazali jej oprawcy.
- oj, ona nie da rady usiąść na tych pośladkach… - przewidywali mężczyźni
Dziewczyna jednak była harda. Powoli spuszczała pupę na swoje stopy, a gdy zaczęło ją bardzo boleć, zatrzymała się na moment. Jej piękna, obita pasem pupcia zawisła na moment w powietrzu
- no i macie, za dużo od suki wymagamy – usłyszała
To ją przekonało do śmielszych czynów. Szybkim ruchem teraz siadła, mając wrażenie, że siada na żarzących się drewnach. Ból przeszył całą dolną część jej ciała, ale uśmiech nie zniknął całkowicie z jej twarzy. Mina jednak lekko zrzedła…
- zuch dziewczyna! Teraz posmakuj pasa w innej pozycji! – krzyknął z przejęciem najstarszy z towarzystwa.
- wpierw chwila zmysłowości… - dodał, zanurzając dłonie w misce z zimną wodą i zaraz potem kładąc je na udach Doroty. Zaczął zmysłowo rozmasowywać wodę na jej ciele, a dziewczyna zadrżała z podniecenia i zimna. Robił to patrząc z bliska jej w oczy.
- widzę, że nie przepuścicie sobie okazji zwiększania bólu… - skomentowała.
Zaraz też oprawca jął ją okładać pasem po udach. Raz jedno udo przyjmowało cios, raz drugie. Do akcji zaraz włączył się kolega, a potem jeszcze trzeci. Musieli naprzemiennie uderzać pasem, by sobie nie wchodzić nawzajem w paradę – a robili to całkiem zręcznie.
- Aj, aj, aj! – po trzy razy Dorota jęczała, bo już nie była w stanie wytrzymać. Jednak to tylko pobudzało towarzyszy Alana. Po kolejnym razie, które i tak już przestała liczyć, Dorota poczuła, że tortura się skończyła. Spojrzała zmęczonym wzrokiem na twarze chłopaków – w ich oczach malował się triumf.
- Może kończymy? – spytali zawadiacko
Dorota tym razem nic nie odpowiedziała. Siedziała tylko cicho na tych swoich obolałych pośladkach, bojąc się je w ogóle ruszyć i spoglądała na czerwone pręgi na swych udach.


Zamiast ostatecznego potwierdzenia końca tortur usłyszała przerażające pytanie:
- a czy suczka miała rozdziewiczoną dziurkę? – spytał najmniej pozorny z kolegów. Dorota przypomniała sobie, że to on właśnie uderzał ją paskiem z największym zacięciem.
- ee…. – Dorota spojrzała na Alana. Z jego oczu nie udało jej się wyczytać żadnych sugestii
- oczywiście – z trudem przeszło jej przez gardło
- w to jestem w stanie bez problemu uwierzyć. Tę lafiryndę na pewno nieraz posuwano! Ale ja pytam o dziurkę w pupie!
Dorota jeszcze bardziej się speszyła. Była obolała i miała już trochę dosyć, ale perspektywa jeszcze brutalniejszej „zabawy” przyprawiła ją o dreszczyk podniecenia. Jedyne, na co ją teraz było stać, to cicho wymamrotane pytanie:
- cco mamm robić?
Jeden z towarzyszy powoli podniósł ją z klęczek. Zaprowadzono ją w drugi kąt pokoju i ułożono na dużym dywanie brzuchem do dołu. Trochę ją piekły poobijane uda w kontakcie z chropowatą powierzchnią dywanu, ale przynajmniej pupa poczuła należną jej ulgę. Głowę przechyliła na bok i odpoczywała, czując na sobie chciwe spojrzenia grupki mężczyzn. To było to! Jej piękne ciało znów jest wystawione na pastwę nachalnych oprawców, nogi ma szeroko rozłożone, tyłeczek wypięty, a jej piękne kształty są do ich dyspozycji. Włosy zasłoniły jej nieco pole widzenia, tak więc nie orientowała się, po co wyszedł jeden z jej „kolegów”. Po chwili poczuła, że ktoś lub coś dotyka ją po pośladku. Oczywiście poczuła ból, gdyż pośladek jeszcze nie wydobrzał po laniu. Ten obiekt to jednak było bardziej coś niż ktoś. Był to gładki, zimny, okrągły przedmiot, który przesunął się powoli z pośladka do jej pięknego, wypiętego rowka między pośladkami. Już za chwilę odnalazł bezbłędnie dziurkę odbytu. Jedno spojrzenie i Dorota już wiedziała: traktowano ją jakimś długim metalowym prętem. To dlatego jego ruchy były niezdarne i mało dokładne. To dziw, że trafił bezbłędnie do otworka. I już po chwili gładko zakończony pręt począł się wbijać w dziurkę. Z początku powoli się przebijał, jednak, gdy go na chwilę wyjęto i wysmarowano jakimś kremem, mógł już bez problemu wbić się przez zwieracze do środka odbytu i zacząć penetrować jej wnętrze. Poczuła ból – średnica pręta musiała wynosić z cztery czy pięć centymetrów! Dorota zaczęła jęczeć, ale nie brzmiało to niepokojąco. Wręcz przeciwnie: jej bolesne jęczenie wydawać się mogło jękami rozkoszy. To rozochociło „operatora” pręta i już, już zaczęły się ruchy do środka i na zewnątrz imitujące kopulację.
- no, dziwko! Poczuj satysfakcję, jesteś posuwana na odległość! – rzucił któryś
- hehe, mocniej ją posuwaj! – dodał inny


Gdy już było po wszystkim Dorota odetchnęła z ulgą. Alan szepnął w ucho leżącej dziewczyny jeszcze tylko krótko:
- kocham cię, zabieram cię do siebie
Uśmiech na jej twarzy oznaczał radość z wytrzymania próby oraz nadzieję na miły wieczór...

niedziela, 20 lutego 2011

10. Spełnienie

[Kontynuacja części 9]


Tym razem Dorota oberwała bardziej niż zwykle: wargi sromowe bolały ją przez cały tydzień, a w jej ślicznej główce począł rodzić się niepokój. Nie był to zwykły strach, ale głębsza obawa o to, czy Alanowi nie znudzi się kiedyś to wszystko. Dosyć szybko pokonywali jak dotąd kolejne progi akceptowanej przemocy i kolejne stopnie bólu, jakiemu poddawana była dziewczyna. Może nawet za szybko. „A co będzie, jak dotrzemy do granicy? Czy wtedy Alan nie przestanie się mną interesować?” – rozmyślała Dorota. W końcu nie miała stuprocentowej pewności, czy Alan się w niej zakochał. Ostatecznie ani razu nie spali ze sobą. Mimo, że wcześniej gardziła ona chłopakami, którzy tylko do tego dążą, teraz zaczęła sama tego bardzo chcieć. Tak, chciała się z Alanem przespać i to coraz bardziej. Dla potwierdzenia własnej seksualności i dla większej pewności siebie. Wiedziała, że bardzo jej to pomoże.
Pewnego ciepłego wieczoru siadła więc do klawiatury komputera i zaczęła przelewać swoje myśli na list. Napisała Alanowi e-maila, który kończył się wielkim znakiem zapytania: „czy ja ci się w ogóle podobam? czy traktujesz mnie tylko jak mięso armatnie? Ja się w tobie zakochałam, bo jesteś władczy i przystojny… Ale czy ty?... Proszę, odpisz, ale bez żartów.”
            W odpowiedzi Alan napisał jej list jeszcze tego dnia: „Kochana Dorotko! Nie wątp w moją miłość. A odpowiadając na twoje pytanie: bardzo mi się podobasz. Uwielbiam twoją śliczną buzię. A szczególnie uwielbiam twoje nogi. Kocham patrzeć na twoje uda, kiedy nie masz na sobie niczego! Są takie zgrabne i seksowne! A jak zakładasz buty na obcasie, to po prostu nie mogę oderwać od ciebie wzroku! Pozdrawiam i całuję. Alan”
            Dorota uśmiechała się czytając to. Rzeczywiście: nogi miała niczego sobie. Lubiła się na nie wpatrywać w lustrze. Ilekroć szła spać, zerkała przelotnie w lustro na swe nogi, całkiem odsłonięte, gdyż do snu nosiła sukienkę zasłaniającą tylko niewielką część ud. Lubiła swój wygląd. Teraz nawet, czytając ten list od ukochanego, przeszyło ją na chwilę podniecenie. Pod wpływem tego impulsu wstała i poszła do garderoby. Szybkim ruchem ściągnęła z siebie ubranie i założyła buty na obcasie, które miała zawsze w pogotowiu. Siadła z powrotem na krześle, a nogi oparła a stół. Przyjrzała się im jeszcze raz. Smuga światła odbijała się na jej skórze: były zgrabne i lśniące. „Rzeczywiście, ma on co podziwiać na naszych spotkaniach” – utwierdziła się w przekonaniu.


            Jeszcze tego samego dnia wieczorem Alan napisał do niej drugi raz. Najwyraźniej chciał odegnać jej strach, bo zaproponował tym razem coś nietypowego dla nich: „Dorota, proszę cię o spotkanie. Chcę umówić się z Tobą na wieczorną randkę na mieście. Poszłabyś?”
            Odpowiedź twierdzącą przesłała od razu. Jako, że zaproponowany termin wypadał następnego dnia (czyli w piątek), Dorota od razu zaczęła planować, co na siebie włoży i co mu powie. Założyła na siebie to, co na pewno musiało przypaść do gustu Alanowi: czarna minispódniczka i czarne szpilki. Do tego bluzeczka na ramiączka w kolorze karmazynowym, trochę przykrótka. Umyła starannie włosy, umalowała usta i pokreśliła rzęsy. Wyglądała seksownie. „A teraz na podbój jego serca!” – pomyślała.
            Spotkali się w restauracji w centrum miasta. Dorota przyszła nieco spóźniona; Alan czekał już na nią przy elegancko nakrytym stoliku. Był trochę zniecierpliwiony, dlatego Dorota postarała się go oczarować. Podeszła do niego zgrabnym krokiem, lekko kołysząc biodrami, co wywołało pożądliwość w jego oczach.
- przepraszam za spóźnienie… – rzekła niewinnie
- hmmm… wybaczam – odparł Alan z trochę wymuszoną surowością – jesteś zbyt piękna, bym się mógł na ciebie złościć…
Dorota usiadła naprzeciw niego
- to jak to jest? – zaczęła pytając prosto z mostu – to w końcu jesteś zakochany, czy nie?
- oj… już ci mówiłem, że tak… Jesteś przecież taka pociągająca i piękna
- czy tylko dlatego mnie kochasz? Czyli to jest tylko zauroczenie? – zaniepokoiła się
- nie… no wiesz…. Nie tylko…
- a więc co jeszcze ci się we mnie podoba?
- hmm… - znów zasępił się na chwilę
Po kilkunastu sekundach w końcu się odezwał:
- jeśli miałbym coś wybrać, to najbardziej podoba mi się twoja posłuszność moim rozkazom.
Dorota zrobiła minę lekko urażoną:
- naprawdę myślisz, że jestem posłuszna z natury? Mylisz się! Spełniam twoje zachcianki tylko dlatego, że mnie to również sprawia przyjemność. Zresztą i tak nie zawsze!
- no, ale w takich przypadkach ponosisz karę… – skwitował Alan
- ale! – Dorota postanowiła się bronić – nie jest to regułą… Czasem tak, ale tylko dlatego, że sama tego chcę!
- oczywiście, twoje dobra wola jest tu konieczna, to warunek wstępny… – przyznał Alan – ale jak na razie za twoje nieposłuszeństwo spotykała cię w stu procentach przypadków kara, czasem nawet bardzo surowa. I bolesna!
Dorota była zbita z tropu, ale przez jej ciało już przeszła lekka fala podniecenia na myśl o karach.
- przyznaję, uczysz mnie posłuszeństwa brutalnie, ale skutecznie…
Alan wykorzystał moment słabości i zbicia z tropu Doroty, by udowodnić jej swoje racje:
- bardzo mi się podobasz, naprawdę! Twoje nogi po prostu ubóstwiam.
- dzięki… - odparła znów zarumieniona
- tak mi się podobają, że mam ochotę na nie ciągle patrzeć i ty o tym wiesz, w końcu dlatego założyłaś tą kusą spódniczkę, podczas gdy inne dziewczyny przy stolikach obok mają dłuższe sukienki, albo nawet spodnie – a z tego, co widzę też są tu na randkach…
Dorota milczała. Alan w tym czasie odsunął sprzed siebie talerz i sztućce
- w tej chwili masz wejść na stolik i klęknąć przede mną tak, bym mógł mieć twoje nóżki na wyciągnięcie dłoni, to rozkaz!
Dorota poczuła mieszankę podniecenia i wściekłości
- co ty sobie myślisz! Myślisz, że udowodnisz mi w taki prostacki sposób swoje racje??
- klękaj i nie gadaj!
- ani mi się śni!
- klękaj – wzrok Alana stał się zimny i władczy
- nie… – Dorota była trochę speszona i przestraszona – przecież jesteśmy tu na randce…
- klękaj! Chcesz mieć znów metalowe obręcze na rękach i nogach?
To dało jej do myślenia, ale nie osłabiło do końca uporu
- nie chcę! Nie masz prawa! – niemal krzyczała
- Klękaj! Bo zaraz biorę obręcze!
- nie!
Na to Alan wyjął ze swej ukrytej pod stołem torby czarne obręcze, których Dorota dopiero co z trudem się pozbyła
- nie… proszę… – w jej oczach pojawił się strach – nie rób mi tego…
- to klękaj! – syknął tylko
Dorota w lekkim szoku wstała od stolika i zaczęła odchodzić w kierunku wyjścia. Alan rzekł jej tylko na odchodnym:
- to żegnaj na zawsze…
Dorota stanęła. Chwilę coś jeszcze przemyślała, ale serce jej się ścisnęło na myśl o rozstaniu z Alanem. Odwróciła się do niego, patrząc mu w oczy, tak trzeźwo i bezemocjonalnie. Podeszła do niego, odsunęła krzesło i wspięła się po nim na stolik. Biel jej wyglądających spod spódniczki majteczek przez chwilę zamajaczyła Alanowi. Klękła na miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był jego talerz. Pupę oparła na piętach, by było wygodniej: teraz jej lśniące, zgrabne uda miał Alan tuż przed sobą.


 - grzeczna suczka… – pochwalił ją wyraźnie podniecony Alan
- zrobiłam to tylko dla siebie, a nie dla ciebie – przekomarzała się dalej Dorota
- nie, jesteś w mojej mocy – oświadczył tamten buńczucznie
- co?! – Dorota patrzyła na niego z góry z gniewem. W tej chwili uświadomiła sobie, że na sali zaczęły pojawiać się szmery, a inne pary zaczęły na nią spoglądać z zaciekawieniem i pogardą. Kilka osób szepnęło: „prostytutka”… Dorotę ścisnął strach i wstyd
- zejdę już – szepnęła
- teraz już za późno. Ja cię w to wpakowałem i ja mogę cię wyciągnąć – kontynuował Alan – dlatego nie schodź.
Dorota milcząc siedziała więc dalej
- ty i te twoje sztuczki…. A jak przyjdzie kelner? – spytała
- to cię wyprosi… Chyba, że znajdę dla ciebie jakąś dobrą wymówkę…
- no to znajduj i to szybko! – Dorota była lekko przerażona
- najpierw ci udowodnię swoją potęgę – rzekł Alan i zaczął czegoś szukać w portfelu
- chyba nie szukasz tam pieniędzy, ty padalcu – Dorota była już zirytowana
Na tę odzywkę Alan wyjął z portfela długą igłę i bezceremonialnie przystawił ją ostrym końcem do wewnętrznej strony uda Doroty, mniej więcej w połowie odległości od kolan do jej majteczek. Zrobił to dość dyskretnie, by inni tej igły nie zauważyli. Przytknął ją dość mocno, bo od razu dziewczynę przeszedł bolesny impuls.
- co.. co ty robisz głupcze?? – szepnęła zrozpaczona i zdębiała Dorota – auuu…
- jak się będziesz jeszcze odzywać, to przebiję ci skórę – zagroził jej, patrząc na nią ozięble
Dorota umilkła i zaraz też poczuła podniecenie, jakie ją zaczęło ogarniać
- już nic nie mówię… mój los jest w twoich rękach, ale błagam nie pokalecz mnie… – błagalnie wyszeptała, ale mocniejszy ból w udo zamknął jej usta.
Minęła chwila, podczas której Dorota dzielnie znosiła ból; nie odezwała się ani razu, a nawet starała się mieć neutralną minę. Alan patrzył jej w oczy, by się przekonać, czy długo wytrzyma wbijanie szpilki. Po kilku minutach był już zadowolony ze swej suczki.
- chcę się dzisiaj z tobą kochać – stwierdził nagle
Dorocie zabiło mocniej serce. Nagle obudziła się z bolesnego letargu. Spojrzała na niego z uśmiechem, którego nie potrafiła ukryć.
- nap.. naprawdę? – jej bezpretensjonalna i szczera radość wzruszyła Alana
- Dorotko… jasne… - potwierdził
- czekałam na to… już się bałam, że….
- nie musisz nic mówić – kontynuował szeptem
- kiedy? – spytała tylko
- zaraz
Dorota czuła, że jej serce zaczyna trzepotać, a w majteczkach natychmiast zaczęło się robić mokro. To było silniejsze od niej, jak odruch Pawłowa.
- wiedziałam, że będziemy wreszcie razem, kochany – wyrwało się szczęśliwej dziewczynie
Na taki przykład spoufalania Alan zareagował gniewną miną
- a gdzie jest „Panie”? – syknął
Dorota zbladła ze strachu
- ja nie… Panie…. Panie… - mowa jej była nieskładna
- kochaj się ze mną… - wyszeptała błagalnie
- powiedz „przeleć mnie” – zażądał Alan gniewnie
- prze… – zaczęła szeptać bez namysłu
- głośno!
- ale? jak? – znów zaczęła się plątać
- tak! głośno, by wszyscy usłyszeli – Alan był zafascynowany swoim pomysłem – jak dziwka
- nie, proszę… – błagała, gdyż właśnie zaczęła zauważać miny dezaprobaty u innych klientów restauracji
- no to zapomnij o seksie, a jutro zgłoś się do mnie po karę… – uciął rozmowę chłopak
Dorota rozejrzała się dyskretnie. Wzięła głębszy oddech i odchrząknęła
- przeleć mnie! – wykrzyknęła nawet głośniej, niż musiała
Alan był wniebowzięty. Jedna z par zaczęła się zbierać do wyjścia, a w drzwiach pojawił się kelner
- przeleć mnie i to zaraz! – kontynuowała upojona swoją odwagą Dorota – ale znasz stawkę?!
Tego było za wiele. Kelner podszedł do klęczącej nadal na stole dziewczyny i zwrócił się do Alana:
- jak już pan przyprowadza taką wulgarną prostytutkę, to przynajmniej niech się ona zachowuje! Albo niech się wynosi! Swoją drogą – dodał ciszej spoglądając na nią – niezła dupa, niech przyjdzie tu wieczorem, ale na razie obrzydza gościom obiad.
Dorota miała łzy w oczach, już chciała spoliczkować tego kelnera, ale Alan szybkim ruchem zdjął ją ze stolika i wyprowadził z sali
- chciałam mu przyłożyć, dlaczego nie dasz mi się bronić?! – była zła

Alan zaprowadził ją do pobliskiego parku na spacer. Było już zupełnie ciemno, ale drogę oświetlały latarnie, przysłonięte nieco bujnie rozwiniętymi liśćmi na drzewach. Szli pod rękę, a Dorota wpatrzona była w profil Alana. Ten patrzył przed siebie, co jakiś czas zerkając na nią z miłością.
- pojedziemy do ciebie? – spytała zalotnie
- na razie jesteśmy tu – odparł, spoglądając jej w oczy – choć, może usiądziemy
- tu na ławce? Jest już trochę zimno… - zauważyła Dorota
Jednak Alan ją podprowadził do pobliskiej ławki parkowej i tu usiedli. Nie minęła chwila, jak zaczęli się namiętnie całować. Akurat nie było tu wielu osób w parku, więc nie zwracali prawie niczyjej uwagi. Trwało to z kwadrans, podczas którego Dorota była wniebowzięta.
- teraz – szepnął Alan w przerwie między kolejnymi głębokimi pocałunkami – siądź teraz naprzeciw mnie i spójrz mi w oczy. Dorota siadła prostopadle do ławki, co było możliwe, gdyż ławka nie miała oparcia. Stykali się teraz kolanami i patrzyli sobie w oczy. Alan położył dłoń na jej nagim kolanie.
- jesteś piękna, już mówiłem – nawiązał do wcześniejszej rozmowy – teraz proszę, złóż razem nogi i połóż mi na moim prawym kolanie
Dorota zaraz to uczyniła. Alan zaczął głaskać jej gładkie nogi, na co zwrócił uwagę przechodzący jegomość. Oboje się jednak nie przejmowali innymi ludźmi
- takie seksowne nogi to prawdziwy skarb, którego bym nie chciał stracić… - kontynuował Alan – jego ręce powędrowały teraz wyżej ku jej króciutkiej spódniczce, po czym zręcznie je pod nią wsunął i… szybkim ruchem ściągnął jej białe majteczki. Zanim Dorota się ocknęła z rozmarzenia, zdążył je ściągnąć jej do kolan
- co, co ty robisz – spytała retorycznie, ale w jej głosie nie było sprzeciwu. Dlatego nie natrafił na żadne problemy ściągając je całkowicie z Doroty. Najwięcej kłopotu miał ze ściągnięciem ich przez jej czarne szpilki, ale po chwili trzymał majteczki już w dłoni. Spojrzał na nie i dostrzegł mokrą plamę jej soków. Nie obwijał w bawełnę:
- teraz rozłóż uda, suczko…
Dorota patrzyła mu nadal w oczy i powoli zdjęła nogi z jego kolana i opuściła po lewej i prawej stronie ławki tak, że podeszwy i obcasy jej pantofli znalazły się na ziemi. Spod jej spódniczki dało się teraz bez trudu zobaczyć jej piękne i tak dobrze znane Alanowi, wygolone łono.
- teraz jesteś moja w całości… - rzekł rozmarzonym i podnieconym głosem
Chwycił jej teraz silnym ruchem za pupę i przysunął do siebie, uprzednio rozpinając swój rozporek i zsuwając swoje bokserki. Na swą wyeksponowaną i stojącą męskość wsunął teraz zręcznie pochwę Doroty, a zrobił to z niebywałą lekkością. Po prostu się w nią wtopił.
            Teraz, trzymając mocno w garści jej pośladki, rozpoczął posuwistymi ruchami wbijać Dorotę w swojego penisa. Stopniowo posuwał ją coraz szybciej, a podniecona dziewczyna zaczęła cicho jęczeć. Była szczęśliwa i bardzo podniecona. Stopniowo Alan zaczął unosić jej nogi do góry, by móc głębiej się w nią wbić. W końcu jej piękne nóżki były podniesione pionowo do góry – były zupełnie gołe, jeśli nie liczyć pantofli, a ich wysokie ostre obcasy rysowały szybko w powietrzu niewidzialne okręgi. Tak posuwał Dorotę na oczach nielicznych spacerowiczów, ale żadne z ich dwojga nie raczyło się nawet rozglądać. Byli zwarci w miłosnym uścisku. Spacerowicze zaś patrzyli z niechęcią, a nawet i strachem, pomieszanym z lekkim podnieceniem. Sprawa dla nich była oczywista: ta dziewczyna to prostytutka…

Dorota siedziała teraz spocona i głośno oddychała. Doznała dwóch orgazmów, z czego pierwszy bardzo szybko, gdyż była chyba najbardziej podniecona w życiu. Majteczki wróciły już na swoje miejsce. Alan siedział obok, a uśmiech nie schodził mu z twarzy
- byłaś świetna, bardzo zmysłowa i taka wulgarna…
- ty też byłeś dobry… bardzo dobry… - przyznała Dorota
- i się nie bałaś…
Wzięli się pod rękę i przeszli z powrotem w kierunku samochodu. Byli zadowoleni swoją parkową przygodą oraz tym, że nie pojawiła się policja. Gdy dochodzili do samochodu, Dorota zauważyła, jak z restauracji, w której jedli, wychodzi po pracy kelner, który ich obsługiwał. Był dość niski, ale wyglądał na silnego i przebiegłego. To, jak potraktował Dorotę utkwiło jej w pamięci mocno, psując częściowo sielankowy nastrój całej randki. Dlatego szybko poczuła nieprzepartą chęć zakończenia jej satysfakcjonującym finałem zemsty.
- Alan – tam jest ten kelner, który mnie tak obraził…
- widzę.. – odparł chłopak
- musisz mi wyświadczyć teraz przysługę i pomóc mi się zemścić! Chodźmy za nim!
- ale może daruj mu, w końcu sama go sprowokowałaś…
- zepsuł mi randkę z tobą… Zresztą to był twój pomysł, żeby go sprowokować, Jesteś mi to winien! – zażądała stanowczo
- nie ma czasu… - bronił się jeszcze Alan
- ale zerżnąć mnie miałeś czas!
Alan spojrzał jej w twarz i zauważył upór w jej oczach. Dał za wygraną. Powędrowali za nim dyskretnie, gdy zmierzał do swego auta. Skręcili oboje za owym mężczyzną. Ten zaś niefortunnie skręcił w dość wąską i ciemną uliczkę. Dorota dogoniła go szybciej i dotknęła jego ramienia. Gdy się odwrócił, rzekła:
- aaa… my się chyba znamy…
- ale… kim pani jest – spytał niepewnie, a gdy zauważył podchodzącego Alana, zatrwożył się
- może pamięta mnie pan z restauracji, jak klęczałam na stoliku?
Kelner zrobił wielkie oczy:
- czego ode mnie chcecie?? Nic wam nie zrobiłem!
- a kto wyzywał od prostytutek? Obraziłeś mnie i to poważnie – głos Doroty był stanowczy
- przepraszam panią – mężczyzna rzucił się do ucieczki
Dorota dogoniła go i podłożyła mu nogę, tak że upadł na ziemię. Następnie przy pomocy Alana posadziła i spoliczkowała
- zostaw mnie! Nic złego ci nie mówiłem!
Dorota była już weselsza:
- a może to ty jesteś prostytutką? – to mówiąc skinęła na Alana, by go trzymał za ręce, a ona zdjęła mu spodnie, a następnie majtki. Bronił się silnie, ale kolejny policzek od Doroty go uspokoił. Teraz Dorota złapała przez chusteczkę go za jaja i ścisnęła
- no zawyj cienkim głosikiem, jak w kreskówkach… - naigrywała się
- auuu – jęknął tamten – proszę puść mnie
Dorota puściła go, a ten, uwolniony, szybko uciekł i zniknął w ciemności
- no to mu dałam, popamięta, że ze mną się nie zadziera – skwitowała dumnie sytuację dziewczyna
- widzę, że przemoc, jakiej czasem ulegasz uczyniła cię bardziej brutalną… - Alan nie dowierzał

Alan odwiózł Dorotę do domu samochodem. Popatrzył na nią jeszcze raz rozmarzonym wzrokiem, zerkając jeszcze na sekundę na jej piękne nogi. Dorota wyszła z samochodu, kręcąc ponętnie pupą. Wjechała windą na górę, ale jeszcze przez okno wyglądała za swoim mężczyzną. Ten odjechał, ale bardzo powoli. Po kwadransie jednak znów zadzwonił domofon.
- to jeszcze ja – rzekł cicho Alan
Dorota wpuściła go i natychmiast założyła z powrotem zdjętą już uprzednio spódniczkę. Podnieciła się na samą myśl o tym, że Alan jeszcze raz chce z nią się kochać. Jakże się przeraziła, że w otwartych drzwiach ujrzała owego kelnera z restauracji!
- no maleńka, teraz porozmawiamy poważnie… - rzekł złowieszczo, wciskając buta między drzwi a futrynę. Dorota, blada z przerażenia, uciekła do innego pokoju, tarasując drzwi.
            Tamten jednak silnym ruchem drzwi otworzył, szepcząc:
- choć, pobawimy się, taka kurwa jak ty na pewno lubi igraszki…
Szybko Dorota została przygwożdżona do stołu silnymi, owłosionymi rękami kelnera. Nie jęknęła ani razu, tylko zaproponowała, przełykając ślinę:
- nie wiem, jak pan mnie tu znalazł, ale już pan mnie ma, czego pan chce?
- he he, zaraz się dowiesz – rzucił tajemniczo – odwróć się szmato!
Dorota odwróciła się, a wtedy poczuła na swoich nadgarstkach zimno metalu. Kelner założył na nią coś na kształt kajdanek, ograniczając jej ruchy. Teraz wyjął z kieszeni scyzoryk i pogroził jej:
- teraz będziesz wykonywać moje rozkazy!
Dorocie nie był obcy taki scenariusz, więc nie panikowała. Wręcz przeciwnie, postanowiła, że da się wyżyć temu drabowi i zawładnie jego zmysłami. Rozstawiła więc zmysłowym ruchem nogi na boki, kołysząc lekko talią
- a może ja coś zaproponuję? Niech pan ściągnie moje majteczki…
- czytasz w moich myślach – krzyknął napalony
Zdjął jej majteczki do samej ziemi, po czym wsunął dłoń między jej uda, by dotknąć skarbów, znajdujących się za jej wygolonym łonem.
- chciałem po pierwsze sobie pomacać twojej cipki – rzekł rozochocony
- o tak… – Dorota udawała podnieconą, czyniąc aluzję do swojej dzisiejszej roli – jest twoja…Dziś na koszt firmy…
Kelner przejechał kilka razy po jej wargach sromowych, a widząc zadowolenie w oczach Doroty, natychmiast zmienił ton:
- o nie! Tak pięknie nie będzie! Teraz ja tu zadaję rozkazy! Idź i przynieś kubek zimnej wody!
Dorota szybko była z powrotem i wręczyła mu napój. Ten zamiast podziękować zaczął rozbierać do naga dziewczynę. Nie broniła się i gdy była już naga kazał jej schylić się kładąc przodem na blacie stołu, nogami stojąc na ziemi. Dorota uczyniła to natychmiast. Teraz spojrzał on na jej wypięte, jędrne pośladki i zaczął je podziwiać. Po chwili ściągnął z siebie skórzany pas od spodni i przystawił go do delikatnej skóry jej pośladków.
- teraz czeka cię długie i bolesne lanie. Kto ze mną zadziera musi się liczyć z brutalną zemstą… - rzekł pewnym siebie głosem
Dorota się trochę przestraszyła. Nie mówiła nic, a policzek przycisnęła jeszcze mocniej do blatu, czekając na przykry rozwój wydarzeń. Kelner teraz zaczął wylewać powoli wodę z kubka na jej pośladki. Drugą ręką rozmasował wodę po całym jej tyłeczku. Dorota przełknęła ślinę, mamrocząc coś o litości
- teraz licz razy, mała! – rozkazał

W tym momencie pierwszy klaps paskiem spadł na jej lewy pośladek. Dorota syknęła z bólu, wzmocnionego jeszcze wilgocią jej skóry
- Świst!!! – poszedł drugi klaps
- Świst!!! – poszedł trzeci
Po trzecim był czwarty, po czwartym piąty. Po nim szósty, a następnie siódmy, ósmy, dziewiąty i dziesiąty. Dorota cicho, a potem głośniej, zaczęła je liczyć:
- Świst!!!!
- Jedennaśccie….
- Świst!!!!
- Dwanaścieeee….
Przy dwudziestym pupa była już solidnie czerwona.
- błagam, już się zemściłeś…
- Świst!!!!
- dwadzieścia… jeden…. – rzekła mimo woli ochrypłym głosem
- błagam… Już i tak nie usiądę na pupie… Och, jak piecze, jak mnie piecze – powtarzała jak w malignie, ale oprawca jeszcze bardziej się nakręcał
- Świstt!!!
- trzydzieści… och… jeden….. błagam cię… pana… jestem już totalnie zeszmacona….
- Świstt!!!
- błagam.. Proszę dać choćby odpocząć mojemu tyłeczkowi – siliła się Dorota
Po czterdziestu razach kelner szybkim krokiem wyszedł z jej mieszkania. Dorota ze łzami w oczach, naga i zmaltretowana położyła się spać na swoim łóżku, oczywiście na brzuchu…

poniedziałek, 31 stycznia 2011

09. Lekcja golfa

[Kontynuacja części 8.]


            Ostatnia przygoda Doroty była bardzo upokarzająca – szczególnie ukaranie na oczach ludzi. Dorota czuła, że jej niegdysiejsza duma powoli rozpływa się i przestaje istnieć. Nie traciła jednak pewności siebie. Napisała swojemu Panu nawet po kilku dniach dość wesoły e-mail, gdyż zaczął się zbliżać rok akademicki, a ona nadal miała przymocowane do rąk i nóg czarne obręcze. List brzmiał następująco:
„Cześć Alan, tu Twoja biedna upokorzona Dorotka J. Dałeś mi popalić ostatnio na tyle nieźle, że jestem zmuszona Cię prosić, Panie, czy byś nie mógł uwolnić mnie już od tych metalowych obręczy. Nie chcę na uczelni obnosić się z faktem, że jestem suczką…”
Alan był chyba zadowolony z tego listu, bo od razu odpisał:
„Witam cię Suczko! Z chęcią cię z nich uwolnię. Może być nawet jutro. Jest tylko jeden szkopuł. Nadal nie wykazałaś się w żadnym z pojedynków, które przeprowadziliśmy…”
Dorota była trochę zbita z tropu, ale nie traciła werwy. Nazajutrz odpisała:
„Mój kochany, Panie. To fakt, że za każdym razem ponoszę sromotne porażki, ale daj mi jeszcze szansę. Może tym razem Tobie sprostam?”
Wieczorem miała już odpowiedź: „Zapraszam cię na golfa!”

Umówili się pod wejściem na miejskie pola golfowe w dzień powszedni, gdy nie ma tłoku. Dzień był słoneczny, więc Dorocie nie było na szczęście zimno, tym bardziej, że jak zwykle dostała polecenie przebrania się w dostarczony przez Alana strój. Tym razem miał on pasować do gry w golfa. O godzinie dziewiątej Dorota stała już w umówionym miejscu, gdy zajechał tam Alan. Obejrzał ją od stóp do głów i doznał podniecenia. Dorota miała na sobie elegancką białą bawełnianą koszulkę z kołnierzem i krótkimi rękawami, czarną krótką spódniczkę, eksponującą spore partie ud, a do tego białe podkolanówki, w których wyglądała naprawdę sexi. Do tego były czarne buty sportowe i czarna baseballówka z daszkiem na głowę i ciemne okulary. Alan wysiadł z auta:
- Mmm. Wyglądasz apetycznie… Z chęcią cię znów pokonam w grze w golfa
- Zobaczymy, Panie – uśmiechnęła się Dorota, też już lekko podniecona
Weszli na zarezerwowany teren. Alan miał ze sobą sprzęt do golfa. Obszar był dość spory, kilkuhektarowy, pagórkowaty i pokryty strzyżoną trawą. Dookoła nie widać było zbyt wielu ludzi, szczególnie jak się zawędrowało w głąb terenu.
            Jako, że Dorota miała okazję grać do tej pory jedynie w minigolfa, Alan wyjaśnił jej, jak się uderza. Po kilku próbach mógł już oglądać Dorotę dość pewnie uderzającą kijem w piłeczkę. Szczególną przyjemność sprawiało mu oglądanie jej odsłoniętej przez ułamek sekundy pupci, w momencie, gdy się zamachiwała.
            Gdy już minęły lekcje i rozgrzewka, zaczęli grać na serio. Walka była o to, kto za mniejszą ilością uderzeń umieści piłeczkę w dołku, oddalonym o kilkadziesiąt, a potem i kilkaset metrów. Pierwszy etap był prosty i oboje trafili za drugim razem.
 - dobra jesteś, szybko się uczysz… Może nie będzie to takie banalne z tobą wygrać…
- dziękuję, Panie – odrzekła serdecznie Dorota
Zaczęła jej się podobać ta gra. W przerwie między etapami ćwiczyła uderzenia, by nie dać plamy. Za drugim etapem oboje trafili za trzecim razem, choć mało brakowało, a Dorota musiała by uderzać czwarty raz. Trzeci etap był trudniejszy i Dorota trafiła za czwartym razem, a Alan za trzecim.
- hmmm… Oj przegrywasz… - Alan powątpiewał
- liczy się chyba wynik końcowy… Grajmy dalej – broniła się dziewczyna
I zagrali dalej. Dorota przykładała się bardzo do uderzeń i dokładnie mierzyła za każdym razem. Trwało to na tyle długo, że Alan zdążył raz i drugi chwycić Dorotę lekko za pośladki. Uśmiech Doroty pozwolił mu upewnić się, że ruch taki jej nie przeszkadza. Gdy jednak powtórzyło się to po raz piąty, dziewczyna spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem, ale nie zdecydowała się nic powiedzieć.
Po sześciu etapach Dorota jednak przegrywała już trzema uderzeniami. Tego było za wiele.
- chyba nie ma co grać dalej, trzy punkty do tyłu to raczej za dużo, byś wygrała cały turniej.. – zawyrokował Alan
- błagam, nie zabieraj mi szansy… - prosiła Dorota z uniżonym wyrazem twarzy – muszę się pozbyć obręczy…
Alan się zgodził i zagrali dalej. Po skończonej rundzie Dorota przegrywała pięcioma punktami. Alan stwierdził:
- no to chyba już po turnieju… szkoda…
- błagam – Dorota padła przed nim kolanami w zieloną trawę – może jest szansa?
Alan spojrzał na jej śliczne uda i kolana
- a może dałoby się coś zrobić… Musiałabyś „odpracować” jakoś te stracone punkty i bylibyśmy znów ex aequo…
- tak, zrobię, co każesz – Dorotę to „urządzało”
- hmmm – myślał przez chwilę Alan – za te trzy punkty poprosiłbym o…. twoją bieliznę…
Dorota mogła się spodziewać takiego obroty sprawy, ale i tak przeszedł ją dreszcz podniecenia. Bez długiego namyślania się ściągnęła spod bluzeczki biustonosz. Nie można było zauważyć jego braku – jedynie z bliska widać było, że przez bawełnę prześwitują ciemne brodawki jej piersi. Po chwili też, rozejrzawszy się, bez długich ceregieli usiadła na trawie i ściągnęła swoje białe majteczki spod spódniczki. Brak majteczek nie dał się już tak dobrze ukryć, choć spódniczka nie była tak krótka, jak miała okazję nosić poprzednimi razami. Stanęła teraz na baczność przed Alanem ze złączonymi nogami i podała mu posłusznie swoją bieliznę.
- bardzo dobrze… Jest remis. – uśmiechnął się Alan

Grali dalej. Dorota nauczyła się jednak czegoś i kolejny, trudny etap skończył się remisem. Dorota była radosna i miała nadzieję na wygraną w następnej rundzie. Następny etap był długi. Dołek był kilometr od nich. Po czterech uderzeniach piłeczka Alana była jeszcze dość daleko. Dorota patrzyła rozmarzona na jego ruchy, na jego muskularne ręce i na jego twarz, gdy w skupieniu mierzył wzrokiem odległość. Zakochała się w nim już dawno temu, ale teraz umacniała się w tym zauroczeniu. Ostatecznie Alan potrzebował sześciu uderzeń, by wpakować piłeczkę w dołek…
- golf jest jak seks. Chodzi o to, by piłeczka, niczym plemnik, dotarła na samo dno dziurki… – stwierdził pewny siebie Alan
Dorota trochę się zaczerwieniła i podświadomie przycisnęła jeszcze silniej oba uda do siebie. W sumie marzyła o seksie z Alanem, ale traciła już na niego nadzieję… Widziała, że Alan zerka co jakiś czas między jej uda z nadzieją zobaczenia jej łona, ale robiła co mogła, aby mu to uniemożliwić. Z samej przekory.
- Teraz ty – rzucił Alan, gdy wrócili do punktu startowego
Dorota podeszła do słupka i, ukucnąwszy, precyzyjnie umieściła na nim piłeczkę
- bardzo lubię patrzeć na twoje uda, szczególnie, gdy są gołe – walnął ni stąd ni zowąd Alan
Dorota się zarumieniła, ale nie odwróciła się do niego, by nie widział jej policzków
- tak musisz je szczelnie do siebie przykładać, by chronić swoją dziurkę. Boisz się, by ktoś nie trafił do niej swoją piłeczką… - snuł dalej swój pseudopoetycki monolog
Dorota uderzyła piłeczkę, a ta zawędrowała nawet dość daleko. Zaraz też pobiegła w tym kierunku, zostawiając Alana. Ten w końcu do niej dobiegł w momencie, gdy mierzyła do następnego uderzenia
- zobaczymy, co potrafisz – mruknął – czy jesteś lepszym strzelcem ode mnie
Niedługo potem Dorota miała już pięć uderzeń na koncie, a piłeczka była nadal w odległości kilkunastu metrów od dołka. Przymierzała się do uderzenia więc szczególnie długo, czując na sobie dość nachalny wzrok Alana. W końcu uderzyła, i to z wypiekami na twarzy. Czuła, że to jej ostatnia szansa. Piłeczka… przetoczyła się w kierunku dołeczka, wymijając go na kilka centymetrów…
- no Mała… Chyba dość mojej cierpliwości. Znów poniosłaś klęskę… - sarkał Alan
Dorota nic nie powiedziała, tylko przełknęła ślinę.
- teraz wykonuj precyzyjnie moje polecenia, suko – ton głosu jej chłopaka zmienił się z ironicznego na lekko wściekły – mam dość twoich kiepskich umiejętności. Pokażę ci, jak się trafia!
Alan zaprowadził Dorotę pod rękę w kierunku dołeczka. Podniósł piłeczkę z ziemi, po czym ściągnął z Doroty jej koszulkę, odpinając powoli jej guziki. Gdy już ujrzał jej nagie piersi i niepewny wzrok wbity błagalnie w jego oczy, zakomenderował:
- teraz siadaj na trawie!
Dorota zaczęła siadać po turecku w miejscu, gdzie stała
- nie tu! Siadaj dokładnie na dołeczku! Pupą na nim!
Dorota chwilę jeszcze patrzyła w jego zagniewaną twarz, ale ni chciała, by się dalej złościł. Usiadła na dołeczku, a Alan zaraz zręcznym ruchem wyprostował jej nogi, tak, że siedziała z wyciągniętymi przed siebie prosto nogami. Teraz Alan odchylił je od siebie, po czym wyjął z worka na sprzęt dwa długie i cienkie metalowe kołki, które wbił w ziemię przy stopach Doroty. Zaraz też przykuł do nich obręcze, znajdujące się na stopach Doroty. Siedziała ona teraz z szeroko rozchylonymi nogami, na których miała naciągnięte podkolanówki. Nogi były unieruchomione. Spod czarnej spódniczki widać było jej wygolone, piękne wargi sromowe. Teraz Alan skuł jej ręce za plecami i odszedł na odległość kilkunastu metrów.
- teraz jestem tu, skąd ostatnio uderzałaś! – krzyknął – zaraz cię nauczę techniki!
Alan przymierzył się wzorowo do uderzenia i dynamicznym ruchem kija posłał piłeczkę wprost między nogi Doroty. Piłeczka uderzyła ze średnią prędkością w sam środek warg sromowych, tak że gdyby były one rozchylone, to piłeczka wbiłaby się chyba w jej wnętrze.
- Auuuu! – Dorota wydała okrzyk bólu
- A widzisz, genialne uderzenie! – rozkoszował się Alan, po czym podszedł do swej ofiary. Dorota nie mogła się za bardzo ruszyć, a nawet nie próbowała. Alan przybliżył dłoń do jej poczerwieniałego łona i dotknął warg sromowych. Poczuł wilgoć.
- A więc ci się podobało! – stwierdził zadowolony – pokażę ci więc ten sam numer z większej odległości!
I tak, zgodnie z obietnicą, wykonał ponowne uderzenie, tym razem z dwudziestukilku metrów. Strzał musiał być silny, by piłeczka doleciała. I znów okazał się celny! Najlepiej wiedziała o tym cipka Doroty, która oberwała teraz jeszcze silniej i to tak mocno, że piłeczka dosłownie wbiła się między wargi, a w każdym razie pozostała między nimi a trawnikiem, wchodząc niejako pod Dorotę. Okrzyk bólu był tym razem przeraźliwy i wypełnił sporą część pola golfowego. Nie widać było jednak nikogo spomiędzy pagórków.
- Panie – rzekła Dorota maskując grymas bólu, gdy Alan do niej podszedł – świet.. świetne uderzenie… Jesteś geniuszem golfa
- z geniuszem nie sposób wygrać… - Alan kontynuował myśl – jak tam dołeczek?
- boli, Panie, proszę… Dołeczek ma już dość – rzekła błagalnie
- w takim razie pokażę ci technikę podrzutu – oznajmił z radością
Alan odszedł na kilkanaście metrów i znów posłał piłeczkę w kierunku Doroty, tym razem podbijając ją trochę do góry. Piłeczka trafiła w lewą, odsłoniętą, pierś Doroty
- Aaaaa! – dało znów się słyszeć. Dorota spojrzała na swoją poczerwieniałą pierś
- No to już mistrzostwo świata – Alan rzekł
- Panie, nie wiedziałam, że jesteś tak dobry, nie miałam z tobą szans! Dziękuję za oszczędzenie „dołeczka” – zapewniała Dorota
Alan podszedł do niej, schylił się i ucałował ją w usta, co Dorocie zrobiło wielką przyjemność
- czy teraz mnie uwolnisz z obręczy? – spytała szeptem
- hmmm… No nie wiem… Chyba będę musiał wykonać na tobie jeszcze jeden test i może wtedy…
- jestem gotowa! – zapewniła uradowana Dorota. Nie spodziewała się takiego pozytywnego obrotu sprawy
- ale uprzedzam, że będzie bardzo ostro, czy tego chcesz?
- eee…– Dorota zadrżała. Przez myśl przeszło jej kilka różnych mrożących krew w żyłach scenariuszy. Była jednak podniecona i to odbierało jej jasność myśli. W końcu musiała się wreszcie pozbyć tych obręczy, więc się zgodziła, kiwnąwszy głową
- wstawaj! – Alan rozkuł jej nogi – byłaś dołeczkiem, a więc teraz będziesz piłeczką!
Dorota przełknęła ślinkę. Zrozumiała mniej więcej, co ją czeka. Wkrótce też podeszli do miejsca startowego. Dorota musiała uklęknąć nad słupkiem do piłeczki i to nadal ze skutymi na plecach rękami. Następnie musiała wykonać niemal szpagat nad słupkiem tak, by jej wzgórek łonowy oparł się na słupku. Teraz na rozkaz Alana schyliła się mocno do przodu aż jej twarz oparła się o trawę. Tak leżała policzkiem na ziemi i patrzyła z przerażeniem do góry, ale nie mogła dojrzeć twarzy oprawcy z tak niska. Oprawca podsypał pod jej twarz trochę ziemi, by było jej miękko, tak więc ryła twarzą w czarnej brei. Alan obejrzał teraz z satysfakcją jej wypięty i świetnie wyeksponowany tyłeczek i rozchylone, nagie wargi sromowe oparte na słupku golfowym, otoczone krótką spódniczką, która nie zasłaniała praktycznie niczego.

- Perfetto! – szepnął z włoska Alan
- Panie… proszę…. – Dorota próbowała coś mówić, ale trudno jej było cokolwiek wyksztusić z tej pozycji
Alan teraz wybrał jeden z kijów – ten do dalekich uderzeń. Wypolerował chusteczką jego metalową główkę, chuchając na nią kilkakrotnie, po czym jeszcze przejechał po nim dokładnie roztapiającą się bryłką lodu, którą wyjął ze specjalnej torby. Następnie zaczął przymierzać się do strzału. Robił to bardzo długo, przy okazji lekko trącając nim odbyt Doroty i jej wargi sromowe. Dorota, mocno podniecona, reagowała drżeniem na każdy taki dotyk, a mrowie przechodziło jej po plecach. Gdy zaś na chwilę główka kija znalazła się między jej i tak już obolałymi wargami sromowymi, całe jej ciało zadrżało. Alan dojrzał, że końcówka kija zrobiła się mokra.
- dziewczyno, ale się podnieciłaś, będziesz więc miała to, na co czekasz! – stwierdził Alan
Dorota zaoponowała
- już nie możesz zrezygnować! – warknął, trącając znów, tym razem dość niedbale i mocno, odbyt Doroty. Ta zadrżała ponownie, jak w transie. Czas jednak przedłużał się
- Panie… Jak masz już mi dołożyć, to uderzaj…. Twoja piłeczka czeka…


Alan zamachnął prawidłowo się więc, jak do dalekiego rzutu i uderzył kijkiem, celując między obie dziurki Doroty. Przez okolicę przebiegł przeraźliwy krzyk dziewczyny, niczym jakaś nawałnica. W jednej chwili jednak okrzyk ten zamarł, gdyż Dorota, pod wpływem uderzenia, przesunęła się do przodu, ryjąc kolanami w trawie, a jej twarz zagłębiła się lekko w górce ziemi. Przy okazji, z szoku i rozpędu, połknęła troszkę czarnego piasku. Miednica jej przemieściła się ze słupka, opadając do przodu w trawę. Leżała teraz plackiem z rozchylonymi nadal nogami, tak że widać było jej poczerwieniały odbyt i wargi sromowe. Kijek musiał najwyraźniej przeciąć fragment jej warg sromowych, gdyż na jego główce pojawiły się lekkie ślady krwi.
Alan był pod wrażeniem swego dzieła. Szybko też zdjął z dziewczyny wszystkie kompromitujące ją obręcze, a ona, powoli dochodząc do siebie, uśmiechnęła się przez łzy…